piątek, 19 kwietnia 2013

Burkini

Witam!

Wreszcie nastała wiosna, a to oznacza, że niedługo nadejdzie również lato. Dzieci porzucą klocki lego (http://www.bdsklep.pl/lego) i wybiegną na place zabaw, uczniowie odłożą książki (http://www.bdsklep.pl/ksiazki,60077) na okres wakacji. Niektórzy szczęśliwcy pojadą z rodzicami na plażę, zdejmą pieluchy i będą się pluskać w naszym kochanym Bałtyku. Wreszcie zacznie się sezon bikini. Nie wiem, czy wspominałam, ale ja w obecnym stanie nie mogę pokazać się publicznie w bikini. W związku z tym wybawieniem może się okazać właśnie muzułmańskie bikini, czyli burkini (بوركيني).

Na pomysł stworzenia bikini dla muzułmanek wpadła Libanka mieszkająca w Australii - Aheda Zanetti. Burkini odsłania jedynie dłonie, twarz oraz stopy i nie jest tak obcisłe, jak większość znanych nam kostiumów kąpielowych. Dzięki temu wynalazkowi muzułmańskie kobiety nareszcie mogą pokazać się publicznie na plaży i cieszyć się z uroków kąpieli wodnych. Wbrew pozorom, burkini wcale nie musi być nudnym kostiumem w ponurym kolorze. Aheda Zanetti oferuje swoim klientkom wiele ciekawych wzorów na tkaninach.

Burkini wykonane jest z tego samego materiału, co większość strojów kąpielowych. Nazwa burkini łączy w sobie burkę i bikini i jest zastrzeżonym znakiem towarowym. Warto zauważyć, że burkini nie jest jedynym rodzajem stroju kąpielowego dla muzułmanek - jest jeszcze veilkini oraz mycozzie. Projektantka burkini uważa jednak, że noszenie mycozzie jest niebezpieczne, a dodatkowo kostium ten wykonany jest z lycry. Jeżeli jesteście zainteresowane kostiumami kąpielowymi stworzonymi przez Ahedę Zanetti, zapraszam na stronę ahiida.com.



poniedziałek, 8 kwietnia 2013

Muszę go mieć

Witam wszystkich!

Mamy kwiecień. Za oknem śnieg i zaspy. Tak moi mili, to właśnie w kwietniu ja i mój samochód wjechaliśmy w zaspę. Efekt? Zdarty lakier. Jak zapewne wiecie, jeszcze nie mam Mazdy... Aby nie robić reklamy, nie zdradzę nazwy mojego samochodu, powiem tylko, że jest to auto w kolorze lazurowego wybrzeża z lekką domieszką odcienia chabrowego. Po polsku - mam błękitny samochód. No właśnie, na takim lakierze widać każdą moją wpadkę. Oczywiście można się bawić w różnego rodzaju kredki, pasty ścierne i inne tego typu zabawki... ale kto ma na to czas?

W związku z moim problemem, przyznaję się bez bicia - muszę go mieć... Kogo? Mojego własnego lakiernika. Idealnie byłoby, gdyby tenże lakiernik posiadał jeszcze zdolności kulinarne i mierzył co najmniej 180 cm... żartuję rzecz jasna, 178 cm w zupełności wystarczy. Mówią, że w internecie można kupić wszystko - proszek niemiecki (http://www.bdsklep.pl/proszki-do-koloru,789), chemia z importu, laptop, rower, samochód... To oczywiście nic zaskakującego. Zaskakująca może się okazać chęć kupienia lakiernika samochodowego. Takiej oferty raczej nie znajdziemy robiąc zakupy online. A szkoda, byłabym pierwsza w kolejce...

W zależności od warsztatu, za malowanie jednego elementu zapłacimy okoły 300 złotych. To jest oczywiście optymistyczna kwota, w grę może również wchodzić cieniowanie elementów sąsiadujących, a to już podnosi stawkę. Swego czasu bardzo popularny był polski hydraulik, pokochały go zwłaszcza Francuzki. Pozostaje mi zatem nadzieja, że na swojej drodze spotkam polskiego lakiernika, który bezinteresownie zechce tuszować moje drogowe wpadki... 

Dla zainteresowanych, przypominam jak wyglądał nasz polski hydraulik ;)